Październikowy piątek, w który uczniowie klas siódmej i ósmej wybrali się do Krakowa, był deszczowy i wyjątkowo posępny. Na szczęście zaraz za drzwiami teatru Groteska otworzył się przed nami kolorowy i magiczny świat. Barwną klatką schodową wspinaliśmy się na czwarte piętro pięknej kamienicy. Po drodze mijaliśmy zabytkowe lalki, smoki, rycerzy i księżniczki na emeryturze, dziwne ptaki, stare kostiumy, maski i elementy dekoracji. Nad naszymi głowami wisiał… ogromny nosorożec. Spektakl grany był w najwyżej położonej Sali Kopułowej. Kolory znowu zniknęły. Z mroku wyłonili się aktorzy w zwykłych, ciemnych ubraniach, skrzypiący drewniany wóz ze skrzynią i szarobure lalki. Lalki tworzyły charaktery ludzkie, a aktorzy reprezentowali świat fantastyczny. Szczególnie zachwycająca była gra aktorów (Maja Spychaj-Kubacka, Bartłomiej Olszewski, Włodzimierz Jasiński), którzy zapamiętali ogrom tekstu (w trójkę zagrali całą „Balladynę”) i po mistrzowsku przemieniali się z postaci w postać, swoim głosem, emocjami i temperamentem ożywiając lalki, które niewielką wagę przykładały do uniwersalnych zasad moralnych. Wspaniała gra aktorska sprawiła, że szarobura rzeczywistość sceny tętniła dramaturgią i do końca trzymała w napięciu. Wyreżyserowany przez Bogdana Cioska spektakl ujawnia gorzką prawdę: ludzie są tylko igraszką… chochlików?, losu?, sił natury?, a może własnych słabości i nieokiełznanych namiętności?